sobota, 25 kwietnia 2015

#épilogue.


  Budzisz się z krzykiem wyrwana ze snu. Jest ciemno. Cały pokój spowija mrok. Słychać jedynie twój przyśpieszony oddech. Opuszczasz nogi i czujesz chłód posadzki. Po omacku z nogami jak z waty poruszasz się w kierunku łazienki. Przemywasz twarz zimną wodą. Wciąż trzęsiesz się z przerażenia. Spoglądasz w lustro. Widzisz wrak człowieka. Widzisz osobę w niczym nie przypominającą tamtej Jagody. Abstrahując już nawet od potarganych włosów i podkrążonych oczu. Twoje spojrzenie było inne. Twarz bardziej pociągła. Byłaś sobie zupełnie obca i co gorsze nie mogłaś na to kompletnie nic poradzić. Tamta Jagoda odeszła wraz z ostatnim oddechem twojego małego szczęścia. To ją zabiło. Zniszczyło emocjonalnie. Zadało brutalny cios prosto w serce, na tyle silny, że się już nie podniosła. Może i teoretycznie wciąż egzystowałaś, ale w praktyce byłaś nieobecna. To wszystko kompletnie cię złamało. Twój świat się zawalił. Nie było dla ciebie najmniejszego sensu w każdym kolejnym oddechu. Czułaś się martwa w środku. Kompletnie rozszarpana emocjonalnie. Byłaś kompletnym wrakiem. Byłaś więźniem własnej egzystencji. Każdego wieczora modliłaś się o to, by nadeszła właśnie chwila, w której dołączysz do swojej córki i jej ojca. I każdego ranka tak samo się rozczarowywałaś przeklinając za to tego na górze. Bo nawet pomimo upływu lat, wciąż go nienawidziłaś za to, co ci uczynił. Wciąż się nie pogodziłaś. Nie myślałaś już racjonalnie. Nie byłaś już do tego zdolna. Tak samo jak do życia wśród innych ludzi. Załamałaś się, wpadłaś w głęboką depresję. Nikt nie mógł ci pomóc, pomimo, że tak wielu się starało. Izolowałaś się od świata. Od ludzi, których niegdyś kochałaś i ludzi kochających ciebie. Nie było już osoby na tym świecie, której by na tobie zależało. Straciłaś się wszystkich. Zostałaś kompletnie sama, wariując od własnych myśli. Twoja mama odeszła, niewiele po Anieli. Daria początkowo była z tobą, jednak z czasem co raz bardziej się oddalała, aż wreszcie zniknęła z twojego życia. Tak samo Michał. Śmierć Anieli również bardzo mocno go dotknęła. W każdym jego spojrzeniu widziałaś ogrom bólu. Nie umieliście patrzeć na siebie bez tego wszechogarniającego współczucia. I to zabiło zdolność do wszelakiej rozmowy. Tak samo jak i uczucie. Wyrosła między wami ogromna przepaść, której żadne z was nie miało siły przeskoczyć. Daliście po prostu za wygraną, tak było lepiej dla niego. Nie mogłaś niszczyć mu życia, wystarczyło już, że ty zwariowałaś. Dałaś mu szansę na normalne życie, którą wykorzystał i nie mogłaś być zła. Cieszyłaś się, że udało mu się odnaleźć osobę, którą obdarzył uczuciem. I choć to bolało, wiedziałaś, że tak po prostu musiało być. Taki był twój los. 
 -Jak samopoczucie?-pyta kobieta przysiadając obok ciebie na parapecie, który był miejscem twojej egzystencji od paru ładnych lat
 -Super.-bąkasz wciąż patrząc przez okno i podziwiając rozwijającą się zieleń za oknem zwiastującą nadejście wiosny
 -Jest coś o co chciałabyś spytać?-poprawia okulary na nosie
 -Jaki mamy dzisiaj dzień?
 -Dwudziesty marca.-odpowiada ci kobieta
 -Dzisiaj miałaby osiemnaście lat.-mówisz cicho, zagryzając z całych sił wargę, aby tylko się nie rozpłakać- Coś jeszcze?-dodajesz cicho
 -Dzwoniła Daria Krajewska.-mówi- Pytała jak się czujesz i kazała ci przekazać pozdrowienia od całej rodziny. 
 -Dzięki.-odpowiadasz pochmurnie
 -Wiesz, że to już czas.-dodaje po chwili
 -Czas na co?-marszczysz brwi
 -Na powrót do rzeczywistości. Minęło jedenaście długich lat. Nie możesz do końca życia siedzieć i spoglądać przez okno. Nie można tak żyć. Aniela nie chciałaby tego.-mówi z bezpardonową szczerością
 -Nie jestem gotowa.-kręcisz głową
 -I nigdy nie będziesz.-wtrąca- Ale im dłużej tu siedzisz, tym bardziej się pogrążasz w tym wszystkim. Wiem, że straciłaś w swoim życiu coś więcej niż tylko dziecko, choć brutalnie to zabrzmi, ale musisz wreszcie się podnieść. Ten ból prawdopodobnie będzie ci już zawsze towarzyszył, będzie nieodłączną częścią ciebie. Będzie przypominał o Anieli, ale nikt nie każe ci o niej zapominać. Wręcz przeciwnie. Żyj, rusz z miejsca, właśnie dla niej. Żyj tak, abyś w momencie spotkania z nią mogła jej powiedzieć, że robiłaś wszystko, co w twojej mocy, aby w ostatecznym rozrachunku mieć poczucie, że nie zmarnowałaś życia. By powiedzieć jej, że szalenie ją kochałaś i żyłaś tylko dzięki niej. Walcz Jagoda, straciłaś wiele, ale jest jeszcze kilka rzeczy, które możesz zyskać. 
Nie wróciłaś do Bełchatowa. Nie potrafiłabyś tam żyć. To byłoby zbyt wiele. Wróciłaś po latach do rodzinnej Bydgoszczy. Miałaś prawie czterdzieści lat, a tak naprawdę nie miałaś niczego w swoim życiu. Byłaś samotna pośród całego tłumu ludzi. Czułaś się wyobcowana. Ciężko było ci się odnaleźć. A jeszcze trudniej było ci w kontaktach międzyludzkich. Cały ogrom czasu zajęło ci przyzwyczajenie się do tego wszystkiego. Miałaś wrażenie jakbyś co najmniej kilkadziesiąt lat żyła z dala od cywilizacji. Bo gdy patrzyłaś na wszechogarniający świat, zastanawiałaś się jakim cudem to wszystko się tak zmieniło. Jakim cudem ty się tak zmieniłaś. Miało być tak pięknie, ale brutalnie się przekonałaś, że w życiu nie ma pięknych zakończeń. Siedziałaś na parkowej ławeczce w swoim ulubionym bydgoskim parku trzymając kurczowo w dłoni kubek z kawą, wewnętrznie sponiewierana i zniszczona, zewnętrznie w zasadzie niekoniecznie odmieniona. Potrafiłaś to robić godzinami. Po prostu siedzieć i patrzeć jakby mogło wyglądać twoje życie, gdybyś nie straciła Anieli. Czy też byłabyś tak szczęśliwa jak rodziny, które spacerują parkowymi alejkami śmiejąc się od ucha do ucha? Czy też byłabyś najszczęśliwszą osobą na świecie? Byłabyś matką i żoną? Możliwe. Nawet jeśli nie, to miałabyś wciąż Anielę. Twoje życie miałoby sens. A teraz? Nie miałaś zupełnie niczego. Nikogo na kim by ci zależało. Kompletnie nikogo. Wszystkie te osoby bezpowrotnie odeszły, a ty jedyne co mogłaś uczynić to powoli iść do przodu. 
Wtedy dostrzegasz coś, a raczej kogoś, kto wyrywa cię z wszelakich rozmyślań. Widzisz mężczyznę bawiącego się z dwójką dzieci, po chwili podchodzi do nich nieco starszy chłopak. Wszędzie byś ich rozpoznała. Dlaczego? Bo oni mieli być częścią twojego życia, nie kogoś innego. Zastanawiasz się kiedy on tak wyrósł. Kiedy zrobił się tak podobny do ojca. Wtedy podchodzi do nich kobieta, którą niebieskooki szatyn obejmuje i czule całuje w policzek. Wyglądają na niesamowicie szczęśliwych. Ty miałaś być szczęśliwa. To miałaś być ty. Miałaś kochać i być kochaną. Być szczęśliwą żoną i matką. Mieć cały swój świat w ramionach, a nie patrzeć jak ktoś inny go ma. Patrzeć jak mężczyzna, którego kochałaś od ponad dwudziestu lat, był szczęśliwy z inną. Czuć jak pojedyncza łza spływa po twoim policzku. Mieć świadomość, że pozwoliłaś mu odejść. Pozwoliłaś mu żyć. Ofiarowałaś mu szansę na wspaniałe życie u boku kogoś innego. Teraz musiałaś płacić za to najwyższą cenę. Teraz również musiałaś odejść. Nie było miejsca w jego życiu na ciebie. Nie miałaś prawa by mu to odbierać. Odeszłaś. Zrobiłaś to, raz na zawsze. Wiedząc, że jest szczęśliwy mogłaś odejść. Wyjść na spotkanie z córką. Uścisnąć ją z całych sił i powiedzieć, że teraz będziecie już zawsze razem. To było twoim przeznaczeniem. I wreszcie poczułaś, że czas je spełnić...

  Budzisz się z krzykiem wyrwana ze snu. Jest ciemno. Cały pokój spowija mrok. Słychać jedynie twój przyśpieszony oddech. Opuszczasz nogi i czujesz chłód posadzki. Po omacku z nogami jak z waty poruszasz się w kierunku łazienki. Przemywasz twarz zimną wodą. Wciąż trzęsiesz się z przerażenia. Spoglądasz w lustro. Widzisz swoje ponure odbicie. Stoisz dłuższą chwilę pochylając się nad umywalką. Dopiero, gdy się uspokajasz wędrujesz ku kuchni. Wypijasz duszkiem niemal całą szklankę wody. 
 -Znowu nie możesz spać?-zaskakuje cię męski zaspany głos
 -Tak.-odpowiadasz cicho kręcąc głową
 -Zły sen?-pyta łagodnie podchodząc do ciebie i otaczając cię ramieniem
 -Choć wiem, że to nieprawda to wciąż za każdym razem budzę się kompletnie przerażona.-wyduszasz z siebie opierając głowę o jego tors
 -To tylko głupi sen Jago.-unosi twój podbródek ku górze- Jesteśmy wszyscy razem i nic ani nikt tego nigdy nie zmieni.-uśmiecha się delikatnie- Przeszliśmy sporo, ale już jest dobrze i tak będzie. Zawsze. Obiecuję ci.-mówi po czym całuje cię czule w czubek głowy. Stoicie dłuższą chwilę w ciszy, chłonąc swoją bliskość, nie zważając nawet na fakt, iż jest trzecia nad ranem. Tkwicie tak do czasu, aż ktoś wam przerywa. Pewna istotka domagająca się usilnie waszej uwagi. Kiedy stajesz u progu niebieskiego królestwa nie potrafisz się nie uśmiechać. Bo kto potrafiłby tego nie zrobić widząc osobę, którą się kocha, trzymającą w ramionach jedno z trzech twoich małych cudów? Nie ma takiej możliwości. Rozpływasz się nad tym widokiem. A jeszcze bardziej, kiedy każdego ranka dwójka niesamowicie rozgadanych maluchów opowiada wszelakie możliwe historię, robiąc niesamowity raban w domu. Kiedy patrzyłaś na Anielę, momentami wciąż nie mogłaś przestać dziękować Bogu, że ci jej nie odebrał. Przeżyliście chwile grozy. Przez trzy minuty twoje maleństwo było po drugiej stronie, ale w jakiś niewytłumaczalnie cudowny sposób znów była z wami. Wróciła do ciebie, do was. Wtedy uwierzyłaś, że w życiu istnieją jednak szczęśliwe zakończenia. Uwierzyłaś, że w swoim życiu wykorzystałaś limit wszelakich cierpień. Jeżeli to miał być test, to zdałaś go najlepiej jak tylko mogłaś. Wierzyłaś do ostatniej chwili. Nawet osuwając się na podłogę z sercem wyrywającym się z piersi, wciąż wierzyłaś. Zawsze trzeba wierzyć, do ostatniej chwili. Czasem wiara to jedyne co nam pozostaje w życiu, a ta najwyraźniej potrafi czynić cuda. To ona zaprowadziła cię do miejsca, w którym właśnie jesteś. A gdzie się znajdujesz? W swoim własnym raju. Żyjesz wreszcie życiem o którym zawsze marzyłaś. Kochasz i jesteś kochana. Jesteś żoną i matką trójki wspaniałych dzieci. Udało wam się do tego dojść, wspólnymi siłami. Byliście ze sobą na dobre i na złe, w zdrowiu i chorobie. Przypominała ci o tym nie tylko tkwiąca na twoim serdecznym palcu oznaka przysięgi jaką złożyliście sobie ponad rok temu. Przypominali ci o tym radośnie rozmawiający i śmiejący się Oli i Aniela, ale i wasz mały, niebieskooki cud na którego punkcie Michał oszalał. Nie umiałaś nacieszyć się widokiem także i waszych starszych dzieci lgnących do zabaw nie tylko z ojcem, ale i Antosiem. Byliście rodziną, w najgłębszym tego słowa znaczeniu. I z tego powodu czułaś się okropnie szczęśliwa i nie mógł tego zmienić nawet koszmarny sen. Dlaczego? Bo był on tylko sferą snów. Czymś, co nigdy nie będzie miało miejsca. Byliście razem szczęśliwi i to się liczyło w tym momencie najbardziej. Nie ważne było co będzie za rok, dwa czy dziesięć. Liczyło się tyko tu i i teraz. Tylko wy.
Więc moja misja dobiegła końca. Mogę teraz odejść w przeznaczone dla siebie miejsce. Wykonałem to co miałem wykonać. Moja niedokończona ziemska misja właśnie dobiegła kresu. Teraz mogę jedynie czuwać nad wami patrząc jak dwie kobiety mojego życia są szczęśliwe. Będę na was czekał mimo, że potrwa to kilkadziesiąt lat. To nie jest wasz czas. Zrozumiałem to w chwili, gdy zobaczyłem cię w szpitalu. Nie mogłem ci tego zrobić. Oczekiwałem na spotkanie z córką od chwili jej narodzin, lecz teraz wiem, że muszę być cierpliwy. Ty potrzebujesz jej o wiele bardziej tam, na ziemi. To ona zawsze dawała ci siłę do walki i niech robi to dalej. Jest światłością twojego życia, tak samo jak Michał, jego syn i wasze wspólne dziecko. I choć wiem, że mnie nigdy nie pokochałabyś w taki sposób jak kochasz jego, to będę czuwał także i nad tobą. Mimo, że moje odejście sprawiło ci tak wiele bólu, poradziłaś sobie. Udźwignęłaś ciężar jaki na ciebie spadł. Byłaś przez wiele lat jednocześnie matką i ojcem dla naszej córki. Byłaś i w dalszym ciągu jesteś najlepszą matką. A Michał jest dla niej wspaniałym ojcem. Nie martwię się, że Aniela zapomni o mnie. Ona ma już tatę, który kocha ją nad życie pomimo faktu, że nie łączą ich żadne więzi krwi. I jestem pewien, że wychowa ją wraz z tobą na wspaniałą kobietę. Dokładnie taką, jaką jest jej mama. Nigdy go nie spotkałem, ale jest on równie ważną postacią w moim żywocie. Kocha bezwarunkowo dwie najważniejsze osoby mojego życia. Stąd wiem, że mogę odejść, usunąć się na bok i być tylko biernym obserwatorem. Bo wiem, że mam godnego następce u waszego boku. Kochajcie całym umysłem i duszą. Spełniajcie marzenia i czerpcie jak najwięcej z życia. Bądźcie po prostu szczęśliwe. Będę nad wami czuwał i cierpliwie czekał na nasze spotkanie. Bo nadal niezmiennie mogę być wszędzie, ale wciąż jestem blisko was i zawsze będę.

KONIEC


~*~
Stało się. Nadszedł czas na ostatnie posłowie. Przyznam się, że długo się wahałam jak zakończyć to opowiadanie. Biłam się z myślami, ale po sporych namysłach doszłam do wniosku, że nie mogę im tego zrobić. Tak samo jak Wam. Uwielbiam mieszać, ale chyba nie czułabym się dobrze, jeśli odebrałabym Jagodzie Anielę. Uznałam, że właśnie to będzie najlepsze rozwiązanie i zakończenie. Bywało różnie, bywały rozdziały lepsze i gorsze, ale mam poczucie, że kończę coś z czego jestem zadowolona. Oczywiście, nie było idealnie i jestem tego świadoma, ale wiem, że włożyłam w tą historię całe swoje serce. Dziękuję Wam, że byłyście ze mną przez te wszystkie rozdziały w czasie których niejednokrotnie z pewnością nabawiłam Was palpitacji serca czy łez. Ogromną przyjemnością było pisania dla Was. Dziękuję za każdą poświęconą minutę na czytanie czy komentowanie. Być może jeszcze się gdzieś spotkamy. Na razie potrzebuję odrobinę przerwy, chwilę na ochłonięcie i zastanowienie się nad wszystkim. Być może kiedyś zacznę tu tworzyć. Jeszcze raz ogromnie dziękuję za obecność. Mam nadzieję, że nikogo nie zawiodłam tym epilogiem, jak i całą historią. 
Dziękuję za wszystko.
wingspiker.